Żyć!

Żyć! Dla niej lepiej będzie, jeżeli nie przeżyje, ale jeżeli spotka ją ten pech i dalej będzie żyła. Będzie oddychał za nią respirator do końca życia, obiady spożywać będzie przez słomkę... stała się po prostu "roślinką". Roślinką, która nie może powiedzieć nic, nie może nawer poruszć palcem, nie może załatwić się, nie może uśmiechnąć się, nie może powiedzieć cokolwiek. Przyznam szczerze, że jeżeli ja znalazłbym się w takiej sytuacji, prosiłbym Boga (wtedy uwieżyłbym w niego w ekspresowym tępie), żeby mnie do siebie zabrał. Przypomniałem sobie, jak Justyna wyglądała, jak się ubierała, jak do mnie się zwracała. Tego już nigdy nie doświadczę. Ona tego nie wie, ale jak mógłbym jakoś jej pomóc, zrobić cokolwiek w kierunku polepszenia sytuacji, to nie zastanawiałbym się. Jeżeli miałaby być to rzecz, która pomoże - choć w małym stopniu - wrócić jej do zdrowia, to nie miałbym najmniejszego dylematu, czy pomóc. To jest straszne - widzę jakąś osobę w jednej chwili, widzę jak się uśmiecha, jak się ze mną wita, jak porusza wesoło rękoma gestykulując coś, a następnego dnia dowiaduje się, że wypadek zamienił ją w bezwładnego manekina.

Nerwy w życiu .

 
dietetyk kraków zamienniki leków